– Największy koncern farmaceutyczny świata Pfizer z USA będzie musiał zapłacić za korumpowanie lekarzy 60 mln dol. grzywny. Jak twierdzi amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), koncern wraz z przejętą w 2009 r. firmą Wyethm wręczał łapówki w Europie i Azji. Pracownicy firmy korumpowali lekarzy i członków administracji publicznej m.in. w Bułgarii, Rosji, we Włoszech, w Chinach, Chorwacji, Czechach, Serbii i Kazachstanie – czytamy w tekście „Wielki koncern korumpował lekarzy. Zapłaci za łapówki” na dziennik.pl z sierpnia 2012 roku.

Portal przypomniał także, że wówczas Ministerstwo Zdrowia informowało o tym, iż „większość z 12 polskich lekarzy członków Rady Konsultacyjnej przy Prezesie Agencji Oceny Technologii Medycznych (AOTM), którzy opiniują leki trafiające na listę refundacyjną, wyjeżdża na szkolenia sponsorowane przez koncerny farmaceutyczne”.

Schemat korupcji

Schemat działania był prosty. Przedstawiciele firmy zapraszali lekarzy na szkolenia. W ten sposób starali się „załatwić” zgodę na wprowadzenie leków do sprzedaży oraz zwiększyć zakres ich stosowania.

W przypadku Rosji, szpitale dostawały 5 proc. od sprzedaży wypisanych przez siebie leków. Trwało to od połowy lat 90-tych do 2005 roku. W Chinach z kolei lekarze otrzymywali od koncernu „punkty motywacyjne”. Można było wymienić je na drogie okulary, herbatę oraz telefony komórkowe.

Pfizer przekonywał, że nie wiedział o praktykach swoich zagranicznych przedstawicieli.

Falstart?

„Business Insider” dziś ostudził wcześniejsze huczne zapowiedzi o „super-szczepionce”. Wcześniej pojawiały się informacje o tym, że koncern Pfizer posiada już szczepionkę o skuteczności na poziomie 90 proc.. Do końca roku miałby wytworzyć ich 50 mln. BI tymczasem podkreśla, że nie są to „finalne wyniki badań klinicznych”, tylko „wstępna analiza”.

Portal zwraca także uwagę na kwestię rzekomego bezpieczeństwa. Ten rodzaj szczepionki jest innym typem, niż „tradycyjne”.

– Koronawirus różni się od MERS czy SARS jeśli patrzy się na całkowitą sekwencję jego RNA, ale jest zgodność co do tego, które białko z koronawirusa jest zasadniczym, które trzeba zneutralizować. Jest to białko odpowiedzialne za kontakt z receptorami w komórkach ludzkich i za fuzję wirusa z komórką ludzką. To białko jest obecne we wszystkich wirusach z grupy koronawirusów, więc nie ma wątpliwości gdzie jest jego potencjalna “słaba” strona, którym białkiem musi się zająć szczepionka. (…) Chodzi o to, by dostarczyć naszym komórkom informację potrzebną do budowy tego właśnie białka. Następnie nasze komórki prezentują nowo wyprodukowane białko układowi immunologicznemu, który rozpoznaje je jako „obce” i zaczyna sam wytwarzać przeciwciała. Wówczas, gdy to białko faktycznie pojawi się w naszym ciele, podczas realnej infekcji, układ immunologiczny szybko je rozpozna i wzmoży produkcję przeciwciał, które „osiądą” na powierzchni wirusa i zablokują jego wejście do komórek – powiedziała w lutym portalowi BI dr Mariola Fotin-Mleczek, która pracuje w koncernie farmateutycznym CureVac.

Sam fakt, że kwestię bezpieczeństwa skomentowała pracownica koncernu sprawia, że opis może być nie do końca wiarygodny. Jest bowiem stroną zainteresowaną i zależeć jej będzie na jak najlepszym wizerunku tej technologii. Ponadto jest to nowy rodzaj szczepionki, co – jak podpowiada rozsądek – wiąże się z ryzykiem. Ponadto na stronie pzh.gov.pl na początku marca w tekście dotyczącym szczepień przekonywano, że „proces opracowywania i wprowadzania szczepionki na rynek trwa wiele lat”. Tymczasem od początku Wielkiej Histerii nie minął nawet rok.

Dziwny zbieg okoliczności

Na koniec zastawiająca jest jeszcze jedna rzecz, mianowicie spostrzeżenia „Atora”, o których ostatnio informowaliśmy.

– Spółka już wcześniej miała naprodukowane te szczepionki. Gotowe sztuki, zupełnie, jakby przewidywała, jakie będą wyniki tychże badań. I już w tym miesiącu zamierzają akcję szczepienną – powiedział vloger.

Biorąc pod uwagę fakt, że koncern farmaceutyczny stosunkowo niedawno zasłynął korumpowaniem urzędników i lekarzy na ogromną, międzynarodową skalę, czy te „zbiegi okoliczności” nie śmierdzą nikomu megawałkiem?

 

 

Autor: Dominik Cwikła
Źródło: Prawy.pl